Co kupić pod choinkę?

present2_1785835b

Muszę wam się przyznać, że nie przepadam za okresem przedświątecznym. Meczą mnie przygotowania, strojenie domu, męczą mnie zakupy. Jednak przede wszystkim męczy mnie kupowanie prezentów. Nie chodzi tutaj o wydawanie pieniędzy, tylko o brak pomysłu. Poczucie, że choćbym nie wiem jak się starał, prezenty nie są już tak oczekiwane jak za moich, czy Twoich czasów. Dożyliśmy czasów, gdzie wszystko możemy kupić, gdzie ogranicza nas tylko kasa. Dziecko na każdym kroku atakowane jest różnymi reklamami, namawiającymi do kupna kolejnej niepotrzebnej lalki, kolejnego samochodu. Żyjemy na wyższym poziomie, niż nasi rówieśnicy 20 lat temu. Dzięki temu możemy sobie pozwolić na dużo więc da naszych dzieci. Czy są one przez to rozpieszczone?

Mam wrażenie, że jest to uzależnione od szkoły wychowania i mentalności otoczenia. Osobiście staram się nie odmawiać dziecku małych przyjemności bo wychodzę z założenia, że po to żyjemy by czerpać z życia radość. Nie odmówię im lodów, ciastek do popołudniowej pogawędki przy kawie/herbacie. Nie odmówię im małego samochodziku przy okazji większych zakupów w galerii handlowej. Dla mnie, uśmiech dziecka jest najważniejszy. Wymijając Wasze pytania chcę zauważyć, że nie napisałem, że kupowanie dziecku tego czego chce, jest moim jedynym sposobem na to by było szczęśliwe przez chwile.

Wracając do tych prezentów. W okolicach 2 miesięcy przed świętami zaczyna nam powoli odbijać. Od zabawek na większe okazje mamy większe wymagania. Muszą spełniać kilka warunków:

  • funkcjonalność – zabawka musi mieć funkcje, której poprzednie nie miały. Mówić, uczyć nowych rzeczy, reagować na inne bodźce jak dotyk, wstrząs itp. Musi być ciekawa wizualnie, super jeśli jest z jakiejś bajki, którą akurat dziecko ogląda
  • aspekty edukacyjne – lubię zabawki, które uczą dziecka. Nie chodzi mi tylko o naukę liczenia, czytania czy języków obcych. Mam na myśli takie wartości, które staramy się dzieciakom przekazywać, których nie zdobędą w przedszkolu/szkole. Uważam, że szkolnictwo zabija w dzieciach kreatywność oraz indywidualizm, dlatego chcę by poprzez zabawę, moje dziecko mogło wyrażać siebie zdobywać umiejętności manualne, kreatywne, logiczne.
  • jakość - bardzo cenię sobie jakość wykonania produktów, które kupuję. Wolę dopłacić, ale mieć lepiej wykonany produkt. Nie toleruję „chińskiego” plastiku. Gdy widzę produkt, który wygląda jakby miał się za chwilę rozwalić, a przecież trzymam go tylko w ręku, na pewno nie trafi on do mojego koszyka. Taka zabawka tym bardziej nie nadaje się do zabawy.
  • cena – chyba nigdy nie kupię dziecku zabawki powyżej tysiaczka. jeśli ocenię, że prezent może być wart swojej ceny, to jestem w stanie wydać troszkę więcej, ale raczej nadal poniżej 300zł. Mam tutaj na myśli zabawki, a nie inne przedmioty, które dziecko bardzo by chciało.
  •  frajda - najważniejsze by dziecko się tym bawiło. Co roku walczę ze sobą by kupić zabawkę, która będzie da dziecka a nie dla mnie. Staram się znaleźć jakiś kompromis, w końcu ja też tym będę się bawił.

z taką listą chodzę na zakupy. Rok temu jedną z „lepszych” zabawek był Furby. Bardzo fajna zabawka, którą chciałem mieć jak byłem mały, pewnie dlatego skusiłem się na nią gdy zobaczyłem przecenę do 249zł. Mój błąd. Jak wygląda sprawa? Radość była, jeździł z nami wszędzie. Jednak nie trafiliśmy z dzieckiem. Większa frajdę miało moje mini dziecko (wtedy jeszcze 1,5 letnie). Do dnia dzisiejszego się nim bawi. Starszak od czasu do czasu go szturchnie.

W tym roku obiecałem sobie że lepiej zastanowię się nad zabawkami. Mam kilka typów, które opiszę w kolejnych dniach.

 

 

Klauzula sumienia

Od kilku dni moją tablicę na Facebooku bombardują linki do artykułów dotyczących klauzuli sumienia dla lekarzy. Na początku myślałem, że to jest bardzo dobre ponieważ nie można zmuszać lekarza do wykonania np. aborcji. Oh wait! Z tego co wiem aborcja w naszym kraju nie jest legalna, a wykonać ją można m.in. w sytuacjach gdy ciąża zagraża życiu matki lub też źle się rozwija. Zawsze popierałem takie decyzje ponieważ sami musimy zadecydować czy jesteśmy w stanie opiekować się takim dzieckiem, czy starczy nam sił by walczyć każdego dnia o jego chociaż minimalne szczęście, każdy jego oddech. Łatwo nam oceniać coś, czego nie doświadczyliśmy. Sam nie wiem jakbym postąpił w takie sytuacji.

Wracając do lekarzy i ich sumienia. Lekarz może odmówić wypisania recepty na tabletki hormonolne czy innego rodzaju antykoncepcję. Ma prawo odmówić wielu rzeczy, które są niezgodne z „jego sumieniem” i z „jego religią” gdy tylko chce. W internecie już huczy od historii jednego lekarza, który nie założył kobiecie spirali zakrywając się sumieniem, ale prywatnie tego sumienia był już pozbawiony i za pieniążki to uczynił. Nie wnikam czy ten przypadek jest prawdziwy, ale jestem pewien że podobna sytuacja miała gdzieś miejsce. Sam z własnego doświadczenia wiem że lekarz na NFZ i prywatnie to przykład osoby cierpiącej na rozdwojenie jaźni.

Gdy byłem dzieckiem słyszałem kazanie jakiegoś duchownego wyżej postawionego w hierarchii kościoła katolickiego, który mówił nam, wiernym, o tym że ingerencja w ciało człowieka jest zła. Oczywiście mówił to broniąc swojej tezy dotyczącej aborcji. Nie wolno wpływać na nasze ciało gdyż jest ono dziełem najwyższego Pana. Wszystko co z nami się dzieje jest jego boskim planem. Poczęcie dziecka jest błogosławieństwem. Wtedy była ze mną moja babcia. Kochałem ją, mimo że była typowym moher-comando. Przeprowadziliśmy wtedy dyskusję Jeśli ingerencja w nasze ciało jest zła, to dlaczego zawód lekarza nie jest zakazany przez kościół? Jeśli leczenie swojego zdrowia jest krzyżowaniem boskiego planu, to dlaczego księża korzystają z usług lekarzy. Branie tabletek to pikuś. Co z operacjami? To co od niej usłyszałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Ten klecha ma coś nie tak z głową, powinien się leczyć. Oj przepraszam, on nie może chodzić do lekarza bo to jest niezgodne z naszą wiarą.

Byłem młody, jednak już wtedy szokowała mnie hipokryzja kościoła. Przypomina mi to troszkę Feministki, które są nimi wtedy, gdy jest im wygodnie. Zaczyna mnie nasz świat przerażać. Dookoła otaczają mnie sami hipokryci, którzy narzucając nam jakieś nowe prawa i przepisy działają we własnym interesie, pod przykrywką interesu Kowalskiego. Przyznam się, że najchętniej zamknąłbym się w szklanej skorupie aby nie słyszeć tych głupot. Zrezygnowałem z oglądania TV bo nie ma tam nic wartościowego, jednak z internetu ze względu na pracę nie mogę zrezygnować.

Jako osoba wierząca mam mętlik w głowie. Mam swoje poglądy i swoje zdanie na kontrowersyjne tematy. Uważam je za słuszne, jednak nasze Państwo i nasz Kościół stara się nam wmówić że tak być nie może. Jeśli myślimy inaczej niż oni to jesteśmy heretykami i żyjemy w grzechu. Na stos z nami. W moich oczach nasze społeczeństwo cofa się, wracamy do czasów gdzie religia ma wpływ na nasz organizm. Mi to przypomina plemiona afrykańskie, gdzie małe dziewczynki poddawane obrzezaniu w imię religii i tradycji. Wracamy do czasów gdzie kobieta jest pod człowiekiem. Chcecie tego? Ja zdecydowanie nie.

Aquapark we Wrocławiu

Wpis miał pojawić sie wczesniej, ale po powrocie do domu wszyscy padliśmy :)

Święta majowe to czas, który poświęcam tylko rodzinie. To czas kiedy rozpoczynamy sezon grillowy, czas kiedy spędzamy na podziwianiu przyrody. Czas, kiedy wsiadamy w samochód/pociąg i jedziemy w ciekawe miejsce. Tym razem było tak samo.
Jako cel obraliśmy Wrocławski Aquapark. Mieliśmy jechac samochodem, jednak ja postanowiłem ze pociągiem bedzie ciekawiej dla dzieciaków. Continue reading

Jestem Legendą!

Nie, nie rozpocząłem nowego kierunku. Nie chce mi się, strata czasu. Natomiast wróciłem do swojego technikum. Moja firma zajmująca się drukiem 3D została zaproszona przez dyrekcję na dni otwarte, aby pochwalić się swoimi absolwentami. Dodatkowo szkoła planuje wprowadzić do programu nauczania druk 3D oraz zajęcia dodatkowe z konstrukcji drukarek. Czuję się jak człowiek legenda (takie określenie padło z ust aktualnego uczni), wszystkie dzieciaki mnie tu znają i wiedzą czym się zajmuję. Super uczucie :)

Rozkminy starego duchem, młodego ciałem faceta

Jakiś czas temu chwaliłem się brodą, której nie było. No może była, ale taka tyci, tyci. Byłem z niej dumny, jednak moja lepsza połowa nie popierała mnie w zapuszczaniu jej. Była wręcz przeciwna. Nie przeszkadzało mi to, że znajomi mówili na mnie „Rudy z brodą” i to że teściowa kupiła mi nową maszynkę. Na małe co nieco też nie zawsze mogłem liczyć bo podobno drapałem. Nie poddawałem się. Byłem uparty jak nigdy.

Sytuacja zmieniła się nagle jednego dnia. Tata poszedł na imprezę. Na taką dyskotekę z prawdziwego zdarzenia, z karkami na bramkach, z kelnerkami z odkrytymi brzuszkami, z mega głośną, beznadziejną muzą. Nie poszedłem tam z własnej, nieprzymuszonej woli. Mój dobry kumpel organizował swoje urodziny, które po głosowaniu w demokratycznych wyborach zorganizowaliśmy właśnie w tym miejscu. Na trzeźwo, nie dało rady tam przeżyć. Musiałem!

Pamiętając o kawałku złota na moim palcu, tańczyłem (próbowałem), chciałem zeswatać kumpla z jakąkolwiek (akt desperacji) dziewczyną. Problem w tym, że do jakiejkolwiek się zbliżaliśmy, te od nas uciekały. Te 16 letnie i te 30 letnie, unikały kontaktu z nami.

Na porannym kacu, próbowaliśmy rozkminić dlaczego tak się stało. Były dwie opcje. Albo kawał metalu na palcu mym, albo mój zarost niczym sierść dookoła kozy dupy. Padło na to drugie, więc po powrocie do domu zgolilem zarost trymerem, tak aby wyglądał na kilkudniowy. Żona aż skakała z radości, podpytując co takiego wydarzyło się na imprezie.

Powyższa historia, to wersja dla mojej żony. Prawda jest dużo bardziej prozaiczna. Gdy wyrównywałem zarost, za bardzo wyjechałem i wyglądałem mega ciulowo, ale przecież jej tego nie mogę powiedziedzieć.

Tata na wypowiedzeniu?

20140330-180915.jpg

Od pewnego czasu spodziewam się wypowiedzenia. Zostanę wyrzucony z pracy na zbity pysk. Przynajmniej mój kochany szef myśli, że zrobi mi na złość. Rzeczywistość jest jednak inna. Nie mogę doczekać się tego dnia, kiedy przyjdzie do mnie i da mi papierek. Tego dnia, od którego nie będę musiał przychodzić do tego nieszczęsnego przybytku. Wiem, że normalny człowiek załamałby się, zapijał smutek czy w inny sposób odreagował ten stres, jednak ja widocznie jestem dziwny. Cieszę się, a razem ze mną moje dzieci. Cieszymy się, że znowu powrócimy do tylko jednego etatu, co oznacza wiecej czasu dla rodziny.

Czy wina leży po mojej stronie? Oczywiście że tak. Największym problemem jest fakt, że robię drugi, własny etat. Początkowo nie zaniedbywałem swoich obowiązków, jednak z biegiem czasu obowiązków zaczęło przybywać. Na początku, bie miałem z tym problemu. Do czasu. W momencie, gdy do moich obowiązków, zaczęły dochodzić usługi, które swiadczylem w własnej firmie. Facet myślał, że będę mu robił coś za darmo w godzinach swojej pracy, która już była zawalona innymi rzeczami. W taki sposób powiedziałem NIE! Może sobie tylko pomarzyć, że będę jego parobkiem.

Wracając do wypowiedzenia. Krążą plotki, że został przyjęty nowy pracownik na szkolenie. Oficjalnie o niczym nie mam wiedzieć, jednak jak widać mój szef ma problem z lojalnością swoich pracowników i informacja bardzo szybko dotarła do moich uszu. Reasumując. Nie mogę doczekać się jutra. Miłej niedzieli.

Lokowanie produktu

Uwielbiam seriale, mogą być polskie, mogą być zagraniczne, byle nie takie z tysiącami odcinków. Lubię je, ponieważ nie wymagają ode mnie zaangażowania zbyt wielu szarych komórek, a jak wracam po pracy to bardziej zależy mi na zrelaksowaniu się niż nad wysilaniem się przy ambitnym filmie. Oczywiście ambitne filmy też oglądam, ale tylko w dni wolne, gdyż nie ma sensu oglądanie czegoś, czego w połowie się nie pojmie. Jak już wspomniałem, oglądam polskie seriale. Głównie te z TVN.

Moim małym hobby/zboczeniem jest wyłapywanie podczas oglądania lokowań produktów, ale głowinie jakiś urządzeń. Przeważnie są to telefony. Oglądając wczorajszy odcinek, zauważyłem w „Prawie Agaty” pewną prawidłowość. Mecenas Przybysz używa iPhone 5s, bardzo modny smartfon w tym roku. Robi nim zdjęcie jakiś dokumentów, rozmawia przez niego itd. Fakt jest taki że nie pokazują nadgryzionego jabłka w żadnym momencie, ale ktoś kto wie o tym rozpozna w nim konkretny model.

20140312-105946.jpg

Swoją drogą, Agata chyba zapomniała wybrać numeru, albo czujnik zbliżeniowy jej padł.20140312-105956.jpg

20140312-110013.jpg

Jej przyjaciel Marek, niestety nie posiada tego modelu, tylko konkurencyjny model Samsung Galaxy s3. Gdy jedzie samochodem przez las i natrafia na piękny okaz wilka, pragnie pstryknąć mu fotkę. Wyciąga swój telefon i zanim zdąży cokolwiek na nim zrobić, wilk zdąży uciec. Co prawda telefon ten występuje w dodatkowym etui, ale ktoś kto interesuje się telefonami rozpozna również ten model.

20140312-110027.jpgNie jestem pewien czy taki efekt był zamierzony, czy firma Apple faktycznie opłaciła prezentowanie ich produktów. Fakt jest taki, że w poprzednich sezonach widzieliśmy Sony Xperię Z1, którą Agata myła pod bieżącą wodą prezentując jaki ten telefon jest wodoodporny (w Lekarzach Adamczykowi wpadł do kibelka, wyciągnął go i dalej rozmawiał), teraz widzimy iPhone 5s. Apple nigdy nie był firmą, która w perfidny sposób reklamuje swoje produkty i taka prezentacja pasuje do ich polityki. Ja tutaj widzę wojnę brandów odbywającą się również na polskim rynku.

Teraz takie moje małe lokowanie produktu.

Zdjęcia zrobione za pomocą aplikacji LG TV Remote na telefon iPhone 5s z telewizora LG LM670s. Aplikacja nie wyświetla się poprawnie na iPhone, Screeny są beznadziejnej jakości, a telewizor potrafi się zawieszać. Zdecydowanie nie polecam

 

Dwie kreski

Notka odnaleziona w zakamarkach dysku, skopiowana żywcem. Pisownia oryginalna

Razem z A. byliśmy zaniepokojeni spóźniającym sie okresem. Myśleliśmy że może być to spowodowanie stresem z wiązanym ze szkołą, jednak zdecydowaliśmy się na zrobienie testu. Nie byliśmy pewni czy to jest dobry pomysł, ale stwierdziliśmy że po co mamy się niepotrzebnie stresować. Kupiliśmy test i znowu wątpliwości. Co będzie gdy jednak będzie to dziecko. Nie mamy skończonej szkoły średniej, nie mamy pracy. Stwierdziliśmy że nie będzie lekko, ale wiedzieliśmy że będziemy bardzo kochać nasze maleństwo.

4 kwietnia o 20:40 stwierdziłem że tą godzine zapamiętamy do końca życia. To o tej godzinie wyciągnełem już wykonany test aby sprawdzić wynik. Zobaczyłem DWIE KRESKI.

Szok. Co teraz? Mieliśmy takie plany na przyszłość. Studia, praca. Czy nasi rodzice to zrozumieją? Czy się od nas odwrócą? Czy będą zawiedzeni??

Zastanawiając się dalej powoli dochodziła do nas świadomość że urodzi się dziecko. Nasze dziecko. Będziemy RODZICAMI!!!

 

Gdy przeczytałem tę notkę zacząłem wyliczać, które z tych obaw okazały się słuszne. Muszę przyznać, że chyba żadna. Rodzice z obu stron przyjęli tą nowinę z radości, aczkolwiek z obawami o naszą przyszłość. Wszyscy wiedzieliśmy że nie będzie lekko, jednak wszystko w naszych rękach. Wzięliśmy się za siebie, ukończyliśmy szkołę. A. powiedziała znajomym dopiero gdy odbierała wyniki z matury, ja miałem jeszcze rok technikum. Muszę przyznać ze nauczyciele byli na prawdę pomocni. Ja nie olewałem specjalnie szkoły, oni szli mi na rękę jeśli chodzi o jakieś nieobecności, zaliczenia. Maturę i technika zdałem bez problemu. W międzyczasie znalazłem pracę, może i grosze, jednak pracując po ok. 4 godziny dziennie nie żądałem niczego więcej. Uzbierałem na wózek, uzbierałem na łóżeczko i wyprawkę. Czułem, że jestem gotowy na zostanie ojcem. Takim prawdziwym, co wychowuje dziecko, ale też jest w stanie utrzymać całą rodzinę. Muszę jednak przyznać, ze gdyby nie wsparcie najbliższych to nie byłoby tak kolorowo. Nie chodzi mi tutaj o żadną pomoc finansową, jednak dobre słowo znaczyło dla nas, a w szczególności dla A., bardzo wiele. Czasami potrzebowaliśmy opieki nad małym i zawsze mogliśmy na nich liczyć. Wiem że dużo zależy od szczęścia, ale uważam że każdy może wpłynąć na swój los. Wystarczy tylko chcieć. Aktualnie mamy po 25 lat, dwójkę wspaniałych dzieci i niczego nam do szczęścia nie brakuje. Zawsze jakoś się ułoży.

Przyzwoitości brak…

Dzisiaj tak na chwilę pod położeniem się spać, pragnę popełnić ten wpis. Notka nie będzie długa, jednak mam nadzieję że uda się przekazać całościowy sens.

Czy ludzie nie mają za grosz przyzwoitości?

Znajomy klient (znajomy na tyle, że posiada mój numer prywatny. Kiedyś byliśmy sąsiadami) wydzwania do mnie w mój dzień wolny (ok. mógł nie wiedzieć). Nie jest najgorsze to że dzwonił, najgorsze jest to, że zaczął dzwonić od 20:30. Przed 21:00 na telefonie miałem 13 nieodebranych połączeń i jednego, stosunkowo niemiłego smsa z żądaniem (nie prośbą) kontaktu. Nie, nie odebrałem, nie oddzwoniłem, tak dla zasady. Chamstwo trzeba tępić. Dodatkowo odpisałem:

Proszę zadzwonić w dniu jutrzejszym od godziny 10:00 na numer 545 678 123 (służbowy) ponieważ prywatnego w pracy nie odbieram. Kolejnym razem proszę o uszanowanie mojego czasu i nie „bombardowanie” mnie połączeniami*. Wystarczy jedno, a oddzwonię. Pozdrawiam

Jestem wreda? Może, ale mam nadzieję ze aluzja do niego dotrze.  Może straciłem klienta, trudno. Nie wiem jak Was, ale mnie wychowywano w taki sposób, że sprawy „biznesowe” załatwiało się w godzinach pracy danej osoby, jednak nie później niż 18. Może jestem przewrażliwiony, może…

*dodatkowo punktem zapalnym był fakt, że w tym momencie usypiałem dzieciaki.